publiczność^

Jak zacząć karierę, czyli gdzie mówić najpierw.

Tym razem z facebooka

Kuba Kromka, jeden z moich znajomych z FB, zadał mi pytanie. Trochę brzmiące jak komplement, trochę jak skarga na życie a trochę jak prośba o poradę, którą de facto jest. Całość do przeczytania na facebook.com/speakerslair, najważniejsze – tutaj:

[…] chcę być mówcą, mentorem, coachem, tak jak Pan jest nim dla mnie. Jedynym problemem jest to że nie wiem gdzie szukać pomocy, jaką drogą iść, jakie materiały przyswoić, do jakich osób się zwrócić. Jak poprowadzić, a wręcz jak zacząć taką karierę? Wiem, że zapewne otrzymuje Pan setki takich wiadomości – nic dziwnego, jest Pan osobą która doradzając i odpowiadając na takie pytania zarabia na życie. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o chociaż odrobinę jakiejś informacji. Aby wskazał mi Pan gdzie kopać?

POCO?

No właśnie. Zanim zaczniesz być albo stawać się mówcą, coachem czy mentorem, zastanówny się wspólnie, po co. Z mojego punktu widzenia to cel definiuje strategię działania, a nie odwrotnie. Teoretycznie ten krok jest tak oczywisty, że aż boli mówienie o nim, ale zastopujmy tutaj na chwilę. Zadajmy pytanie: co jest moim marzeniem?

Podczas moich wykładów pytam publiczność, kto ma jakieś marzenia. Las rąk, bo wszyscy przecież mamy marzenia, prawda? No właśnie nie. Większość z nas ma życzenia, część z nas cele a tylko niewielu – dobrze zdefiniowane, odpowiednio ambitne marzenia. Unikając tematu, żeby pozostać przy tych kilku stronach poniżej: marzenie to cel, odpowiednio wySMARTowany (przepraszam, musiałem użyć tutaj SMART…), który wyjęty z kontekstu osoby, nadal jest trudny do spełnienia.

Przykład z mojego ostatniego warsztatu o mentoringu. Trzy „marzenia”:

  1. Mieć satysfakcjonującą pracę
  2. Być właścicielem wyspy
  3. Być najlepszym studentem na roku

Co jest marzeniem, a co nie? Punkt pierwszy to ewidentnie cel, w dodatku nie SMARTowny. Punkt trzeci to też cel, dobry, określony, ambitny, realny, zamknięty w czasie. Ale prosty do osiągnięcia.

A ilu znasz właścicieli wyspy?

Zanim zatem odpowiem na właściwe pytanie, zadam swoje.

Po co ktoś chciałby zostać mówcą profesjonalnym, mówcą inspiracyjnym?

Odpowiedź będzie nie wprost, bo korzystając z faktu, że dostawca internetu pozwolił sobie uszkodzić światłowód, siadam napisać odpowiedź na kolejne z pytań, które dostałem podczas webinaru.

Ile lat praktyki potrzebowales, ciaglych wystapień, szkoleń, nauki, aby stac sie mowca profesjonalnym?

Pięciu.

A teraz, kiedy już odpowiedziałem na to pytanie dosłownie, spróbujmy to wszystko rozgryźć na czynniki pierwsze. Poniższy wpis jest fragmentem mojej kolejnej książki, „Uporządkuj do potęgi”, więc tak go potraktuj 🙂

Co to znaczy „mówca profesjonalny”.

Kiedy widownia widzi na scenie mówcę profesjonalnego, podskórnie czuje, że ma do czynienia z czymś wyjątkowym. W Polskiej kulturze, zwłaszcza dzisiejszej, dominuje raczej retoryka gruba, niebarokowa, łatwa i przyjemna w odbiorze. Skutecznie przyciąga uwagę, niekoniecznie jest skuteczna przez pryzmat zapamiętywalności, ciężko mówić o skuteczności działania przekazu. Mówca profesjonalny potrafi z pozornie codziennych historii wydobyć na wierzch piękno, którego nie chce się omijać, prawdę, która czasami boli, ale jest ważna i konieczna. Taki mówca dysponuje nie tylko arsenałem gestów, półuśmiechów i znaczących spojrzeń w stronę publiczności. Jego siłą nie jest ilość słów na minutę czy liczba decybeli, generowanych podczas dyskusji. Jego podstawową bronią jest przygotowanie.

Nazwijmy to dowolnie – doświadczenie, wiek, otrzaskanie. Po kilku latach pracy z widownią zaczniesz dostrzegać pewne wzorce zachowań, zarówno indywidualne jak i zbiorowe, które pozwolą Ci lepiej, skuteczniej reagować na to, ci się dzieje podczas przemówienia. Po kilku latach pracy z przemówieniami zaczniesz dostrzegać wzorce we własnym zachowaniu, zarówno na scenie, jak i poza nią, które pozwolą Ci lepiej – proaktywnie – używać wszystkich narzędzi, którymi dysponujesz. W końcu dotrzesz do jednego z najciekawszych sekretów rozwoju osobistego, do umiejętności świadomego włączania i wyłączania nawyków, a przede wszystkim, do umiejętności korzystania zarówno z wiedzy, jak i emocji i ducha.

To przygotowanie pozwoli Ci dojść do miejsca, w którym Twoja widownia będzie czuła, że ma do czynienia z mówcą profesjonalnym. Ale pewnie autor pytania chciałby wiedzieć, co to znaczy „mówca profesjonalny” w sensie definicji albo, lepiej jeszcze, liczb.

W 2013 nie występowałem podczas konferencji, na której nie byłem najlepszym mówcą.

Jak myślisz, powyższe zdanie to prawda, czy fałsz? I, przy okazji, skoro jesteśmy przy kulturze naszego kraju: czy dobrze odbierasz takie zdanie? Jaka jest Twoja pierwsza reakcja? Bufon? Samochwała?

Profesjonalista?

Albo jeszcze lepiej, przynajmniej z mojej perspektywy: ciekawe, po co on to mówi?

Ten tytuł jest jednocześnie prawdą i fałszem, trzeba tylko odpowiednio postawić warunki brzegowe i rozwinąć nieco, co oznacza konferencja, co oznacza najlepszy mówca. I dodać, po co to mówię – ale to na końcu.

Z jednej strony to zdanie jest prawdziwe. Podczas wszystkich konferencji, na których miałem przyjemność przemawiać i na których organizator zbierał ankiety, które pozwalały publiczności ocenić mówcę, publiczność wskazywała mnie, jako najlepszego. Konferencji było czterdzieści, ankiety były zbierane na dziewiętnastu. Można polemizować, czy metodyka pomiaru jest właściwa. Można polemizować, czy na pozostałych konferencjach byłem najlepszy. Można wiele rzeczy zrobić, te, które zostały zrobione, liczbowo wskazują taki a nie inny wynik.

Z drugiej strony to zdanie nie jest prawdziwe. speakerslair organizuje corocznie Festiwal Inspiracji (jako partner Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców) oraz Spectacular Speaking, konferencję Olivii Schofield, finalistki Mistrzostw Świata w Przemawianiu. Obydwie konferencje są miejscem, w którym mówią mówcy lepsi ode mnie – a nawet dużo lepsi ode mnie. Nazwiska takie jak Robert Krool, John Zimmer, Jacek Walkiewicz, Marek Skała, Szymon Kudła czy wspomniana już Olivia Schofield sprawiają, że czuję się nieporadnym amatorem, albo przynajmniej dużo słabszym mówcą.

Dbam po prostu o to, żeby na konferencjach, które organizuję, występowali profesjonalni mówcy, choćby ze względów ambicjonalnych, ale także po to, żeby móc się od nich czegoś nauczyć. Wraz ze Stowarzyszeniem Mówców Profesjonalnych stosujemy zarówno screening (czyli sprawdzanie zaproszonych mówców) jak i wsparcie dla organizatorów konferencji, w zakresie pozamerytorycznego przygotowania prelegentów.

Wracając jednak do tytułu – po co to stwierdzenie? Ano po to, żebyś uświadomił sobie, że mówca profesjonalny to nie tylko ktoś, kto się przygotowuje, wychodzi na scenę i mówi. To również ktoś, kto mierzy wyniki swojej pracy, w taki czy inny sposób.

Podstawowym narzędziem miary mojej pracy jest rehire rate, czyli ilość ponownych zatrudnień. Wskaźnik, znany również jako stara sprzedaż mówi  o tym, ilu Klientów, którzy już raz mnie odpłatnie zatrudnili, zatrudnią mnie ponownie. Pierwszy raz jestem w stanie dostać się jako mówca na niemalże dowolną konferencję. Wystarczy porozmawiać z organizatorem, przekonać go, że jest się ekspertem z danej dziedziny i dodać, że będzie się przemawiać za darmo. Pytanie brzmi, czy taki organizator będzie miał ochotę jeszcze kiedykolwiek nas nie tyle zatrudnić, co w ogóle zobaczyć?

Opinia widowni, nawet jeśli nie jest opinią profesjonalistów, jest z pewnością najważniejszą opinią, jaką kiedykolwiek usłyszysz. To w końcu Twoja widownia jest Twoim potencjalnym Klientem. Ich odbiór Twojego przekazu jest jedynym odbiorem, na jakim Ci powinno zależeć. Dlatego te dziewiętnaście ankiet plasujących mnie na pierwszym miejscu, nawet jeśli nie mówi zbyt wiele o poziomie bezwzględnym konferencji, daje mi sygnał, że idę w dobrym kierunku. I piszę o tym po to, żebyś miał szansę uświadomić sobie, że jeśli czegoś nie mierzysz, nie jesteś w stanie tego usprawnić, rozwinąć czy polepszyć. Jak więc zmierzysz umiejętność swojego przemawiania?

Czy Ty chcesz być mówcą profesjonalnym?

Odpowiedź brzmi „nie”.

Jest to odpowiedź statystycznie prawdziwa – nawet, jeśli akurat Ty chcesz być mówcą profesjonalnym, 99% czytelników tej książki chce wieść normalne, pełne radości i pasji życie. A do książki zajrzeli tylko po to, żeby się czegoś być może nauczyć, coś zweryfikować albo przeczytać kilka ciekawie napisanych akapitów. Ewentualnie siedzą gdzieś właśnie i i tak nie mają co robić.

Bycie mówcą profesjonalnym oznacza, między innymi, życie z występowania publicznego. W Polsce ciężki kawałek chleba. Przedsiębiorcy jeszcze się nie zorientowali, ile można zyskać, potrafiąc powiedzieć to, co się chce powiedzieć w skuteczny sposób. Wielu spośród moich Klientów zaczynało albo od zupełnej niewiedzy, albo od świadomości, że trzeba coś zmienić („Ale, Jurek, kiedy czasu na to nie ma…”) albo od konieczności zainwestowania najpierw gdzie indziej. Mam Klientów, którzy od trzech lat wydawali pieniądze na coś innego, bo potrzeba. Potem wciskaliśmy szkolenie albo mowę inspiracyjną gdzieś w zakamarek budżetu. Nagle okazywało się, że sprzedawcy zaczynają rozmawiać inaczej, że komunikacja wewnętrzna zaczyna funkcjonować a szef, dotychczas mówiący o kręceniu cyferek, potrafi też wyartykułować swoje wartości i potrzeby firmy nieco inaczej.

Bycie mówcą profesjonalnym oznacza też, że jest to Twoje podstawowe źródło utrzymania. Celem Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców w Polsce jest dołączenie do Global Speakers Federation. Federacja ta wymaga od stowarzyszeń członkowskich co najmniej 40 członków zarabiających na życie tylko albo przede wszystkim przemawianiem. Wielu z nas posiada firmy, które zarabiają w innych obszarach. Wsparcie biznesu, konsultacje, networking. Na mówców profesjonalnych w Polsce przyjdzie jeszcze chwilę poczekać, choć biznes już się budzi.

Jeżeli bardzo mocno chcesz być mówcą profesjonalnym, ta książka nie jest dla Ciebie. W sensie – nie nauczy Cię mówić na poziomie, na którym będzie można Cię określić „mówcą profesjonalnym”. Ale jeżeli chcesz się nauczyć występować profesjonalnie, to tak. Tak, jak zazwyczaj nie polecam książek, które mówią o prezentacjach, tak moją mogę z czystym sumieniem pozostawić innym do polecenia Tobie. Zajrzyj na speakerslair.pl i znajdź oceny książki.

Oryginalne pytanie[1] brzmiało „ile lat zajmie mi stanie się mówcą profesjonalnym”? Zamieńmy je na pytanie „ile lat do zamie mi dojście do przemawiania na profesjonalnym poziomie”? Niezależnie od tego, z jakiego poziomu zaczynasz, a zakładam, że nie zaczynasz z poziomu wysokiego czy bardzo wysokiego, pierwsze przyzwoite wyniki możesz uzyskać po 40-50 dniach ćwiczeń. Ale co to znaczy, przyzwoite wyniki?

Jakie cele mogę sobie świadomie postawić, zaczynając naukę?

Z mojego doświadczenia wynika, że są dwa przeważające rodzaje klientów, którzy świadomie przychodzą po moje usługi. Pierwszy klient to taki, który chce na szybko, na już przygotowac prezentację, która musi pokazać za czas jakiś. Wśród takich klientów zdarzają się prezesi firm, którzy wprost i bez zażenowania – i słusznie! – przychodzą do mnie mówiąc „chcę być charyzmatycznym przywódcą za dwa miesiące”. Są też osoby prywatne, które chcą mentoringu przed wystąpieniem, bądź to na TEDx, coraz popularniejszym w Polsce, bądź na innej konferencji. Zdarzają się osoby, które mają przed sobą wesele albo pogrzeb i wiedzą, że powiedzieć „coś” to trochę za mało.

Drugi rodzaj klienta przychodzi do mnie z obszaru rozwoju osobistego. Są to ludzie świadomi wagi komunikacji, przemawiania czy prezentacji. Ich potrzeba nie jest potrzebą chwili, tylko fragmentem dobrze zdefiniowanego planu na siebie, realizacją pewnego celu, nie samego w sobie, ale będącego narzędziem do osiągania kolejnych celów.

Są, oczywiście, inni klienci. Są korporacje, które mają „zapotrzebowanie na jednodniowe szkolenie miękkie inspirujące” i potrzebują kupić cokolwiek, mniejsza z odbiorcą takiego szkolenia. Czyli pracownikiem. Są osoby, których cele osobiste są mocno pragmatyczne i szukają raczej narzędzi do sprzedaży czy manipulacji innymi. Są firmy, które chcą dużo, dobrze, szybko i tanio i próbują kupić dwudniowe szkolenie z uznanym nazwiskiem za tysiącpięćset brutto. Na drugim końcu Polski, bez dojazdu i noclegu. I bez dyskusji o celu takiego szkolenia.

Piszę o tym, żeby znowu uświadomić Ci, że cele, które sobie postawisz, mogą być rózne. Na początku idea bycia mówcą profesjonalnym brzmi całkiem nieźle. Jest, jak na marzenie, odpowiednio duża. Znalezienie się wśród czołówki Polskich mówców, wśród nazwisk moich kolegów z SPM czy choćby najlepszych mówców konferencyjnych brzmi nieźle. Ale cel, mimo że dość konkretny, niewiele mówi o drodze, którą należy przebyć i o kamieniach milowych, które na tej drodze trzeba spotkać.

Gdybym miał doradzać, doradziłbym następujące

Znajdź mentora

Nie daj sobie wmówić, że nie ma drogi na skróty. Oczywiście – nic nie zastąpi mądrej, ciężkiej pracy. I proponuję stosować do rzeczownika „praca” obydwa przymiotniki, zarówno „ciężka” jak i „mądra”. Niemniej jednak dobry mentor to ktoś, kto, moim zdaniem, pozwala zaoszczędzić kilka do kilkunastu miesięcy kariery. Zwłaszcza na jej początku.

Mentor przydaje się niestety dopiero w momencie, kiedy masz jasno i konkretnie poastawiony cel. Cel, do którego możesz postawić pytanie typu „jak” z mierzalną odpowiedzią. Jak zacząć karierę mówcy? To przykład pytania, którego nie warto zadawać mentorowi. Jak sprawić, żeby organizator następnej konferencji o sprzedaży w Warszawie chciał Ciebie, jako prelegenta? Jak mierzyć jakoś prezentacji? Jakie są Twoje najpoważniejsze problemy w tworzeniu przemówienia, a jakie na scenie?

Czasami też, niezmiernie rzadko, mentor potrafi zmienić sposób, w jaki postrzegasz swoją karierę. Dla mnie przełomem było spotkanie z Darrenem LaCroix w Barcelonie. W cztery godziny Darren nie tylko pokazał mi, jak wiele jeszcze muszę się nauczyć. Powiedział również kilka rzeczy, które uświadomiły mi, że w zupełnie nieefektywny sposób postrzegam sztukę prezentacji publicznych. Międz innymi powiedział, co jest najważniejszą częścią prezentacji – co nie tylko sprawiło, że zrozumiałem, co jest najważniejszą częścią prezentacji, ale również nauczyło mnie wielowymiarowo patrzeć na narzędzia, których się uczymy.

Jak znaleźć mentora? Prosty trik telefoniczny powinien załatwić sprawę. Jeśli nie znasz kogoś, kto jest odpowiednio lepszy (umiejętnościami, wiedzą, doświadczeniem) od Ciebie, na początek zadzwoń do kogoś, kto jest po prostu lepszy. Poproś go o namiary i polecenie do kilku osób, które są lepsze od niego. Dzwoniąc do nich, poproś o to samo. Po kilku (nastu? dziesięciu?) telefonach powinieneś znaleźć kogoś, kto a) nie odmówi i b) będzie dobrym mentorem.

Dołącz do Toastmasters

Jedna z najlepszych, najciekawszych i najbardziej emocjonujących rad, jakie mogę udzielić. Dołączenie do któregoś z klubów Toastmasters powinno być obowiązkiem każdego sprzedawcy – dla dobra jego Klientów. A jeśli jesteś poważnie zainteresowany przemawianiem na przyzwoitym poziomie, po prostu nie ma lepszego miejsca niż Toastmasters.

O Toastmasters będę pisał w wielu miejscach, czasami to samo kilka razy. Nie szkodzi. Założone w 1924 roku w USA, kluby dziś są obecne w 122 krajach i mają blisko 300 tys. członków. Niesamowity rozwój zawdzięczają pasjonatom, którzy tworzą lokalne kluby, posługując się wypracowanym przez lata, sprawdzonym programem samorozwoju liderów i mówców publicznych.

Odpowiednie podejście do Toastmasters owocuje szybkim i efektywnym wzrostem umiejętności przemawiania. Dlaczego odpowiednie podejście? Kluby są miejscem, w którym ludzie pojawiają się dla wiedzy, zabawy i innych ludzi. W różnej kolejności i w różnych proporcjach. Widziałem kluby z przewagą rozrywki, widziałem kluby, które żyły relacjami. Widziałem też kluby, w których koncentracja na wiedzy i nauce przeszkadzała do tego stopnia, że przestawały funkcjonować. A ponieważ kluby są tworzone przez ludzi takich jak Ty, Twoje podejście do klubu będzie w nim tworzyło określoną atmosferę, a co za tym idzie, możliwości rozwoju, zabawy i nawiązywania relacji.

Co warto zrobić w Toastmasters? Po pierwsze, znaleźć dobry klub. Taki, który Ci pasuje osobowościami ludzi, którzy do niego należą i atmosferą, która w nim panuje. Już za moment w Polsce powinno być wystarczająco dużo klubów, żeby móc wybierać. Na dziś jest ich nieco ponad dwadzieścia – czyli tyle, ile w przeciętnie dużym angielskim mieście.

Po drugie, zorientować się, na czym polegają ścieżki edukacyjne lidera i mówcy, zaplanować je obie i regularnie bywać na spotkaniach. Nikt jeszcze nie nauczył się pływać, czytając o tym i solennie oraz regularnie sobie obiecując, że pojawi się na basenie. Już jutro.

Po trzecie, mieć świadomość, że wiedza w klubie sięga tak daleko i głęboko, jak program Toastmasters i umiejętności członków klubu. Co czasami może być aż nadto wystarczające, czasami zaś może okazać się rozczarowujące. Wówczas trzeba przejść do punktów cztery i pięć.

Po czwarte zatem, Toastmasters to nie tylko kluby. Możliwości przemawiania poza klubem jest całkiem sporo, zaczynając od spotkań obszarów, poprzez Toastmasters Leadership Institute (najlepsze w Europie!), aż do konkursów na najlepsze przemówienia. Jeśli czytałeś moje BIO, wiesz pewnie, ze regularnie uczestniczę w konkursach, że wielokrotnie zdobywałem najwyższe podium w Polsce i że byłem finalistą mistrzostw Europy. Dlaczego o tym mówię?

Dlatego, żeby się pochwalić, jasne. Dlatego również, że niewielu nawet Toastmasterów wie o tym, że konkursy istnieją i że wystarczy wygrać siedem raz z rzędu, żeby zostać mistrzem świata (!)[2]. Ale przede wszystkim dlatego, że konkurs, powtarzanie jednej mowy przed różną publicznością, różnymi sędziami i z różną konkurencją jest jedną z najszybszych metod na udoskonalenie warsztatu mówcy.

Z mojego punktu widzenia pierwsze spotkanie z mówcami z Niemiec było szokiem. Polski rynek mówców jest mocno spolaryzowany. Z jednej strony mamy mówców profesjonalnych z SPM, mówców celebryckich, z drugiej strony rynek mówców konferencyjnych i trenerów. Tu i ówdzie mrugnie perełka prezesa, właściciela biznesu lub specjalisty, który mówić potrafi, ale poza tym nie jest dobrze. W Niemczech natomiast znalazłem kilkudziesiętu przyzwoitych – a na moje ówczesne standardy, rewelacyjnych mówców, którzy nie dość, że nie zajmowali się na codzień mówieniem, to jeszcze chętnie dzielili się wiedzą na temat prezentacji.

Wizyta na Konferencji Dystryktu była kolejnym szokiem, tym razem nie jakościowym, bo wiedziałem, czego się spodziewać. Ilościowo natomiast moje oczekiwania zostały zaspokojone w dwójnasób. Do grona moich przyjaciół zaliczam dziś kilku mistrzów Europy w przemawianiu publicznym, a ich wizyty w moim domu, długie nocne Polaków rozmowy i wiedza, którą zdobyłem – są nieocenione. Odrobina czasu, wysiłku i wiary we własne możliwości, do tego jedna czy dwie podróże i Twój arsenał narzędzi mówcy wzbogaci się niesamowicie.

Po piąte wreszcie, dobrze jest mieć świadomość, że przeciętny klub Toastmasters jest w stanie zaoferować Ci dużo więcej, niż to widać na pierwszy rzut oka. W Polsce w 2010 roku klubowicz mówił średnio 5 mów rocznie[3]. W dodatku były to mowy specyficznie przygotowywane dla klubu, do wygłoszenia w klubie i nie do użycia nigdzie indziej. Jako reguła, bo i wyjątki się zdarzały. Po otrzymaniu nagrody edukacyjnej Competent Communicator w 132 dni (wówczas rekord Polski) a potem po „zrobieniu” ponad 70 mów zorientowałem się, że o wiele lepiej sprawdza się model, w którym w klubie ćwiczy się przemówienia, które są fragmentami prezentacji biznesowych.

Nie mówię to o zamianie klubu w miejsce, w którym wypróbowujemy, jak działają sztuczki sprzedażowe. Takie kluby w Polsce też już były – i dość szybko umarły śmiercią naturalną, niedoborem członków, którzy chcieliby słuchać i mieliby interes w dawaniu informacji zwrotnej. Ale każdy klub Toastmasters chce mieć w swoich szeregach osoby, które z jednej strony są w stanie zaoferować świetną komentarz do tego, co się dzieje na scenie, z drugiej zaś strony potrafią na scenie powiedzieć coś konkretnego, rzeczowego, wyjetego ze świata biznesu i w taki sposób, żeby zachwycić i zaczarować. W zamian jakość informacji zwrotnej bywa naprawdę otwierająca oczy na szczegóły, a to szczegóły mogą decydować i decydują o sukcesie w biznesie.

A pamiętaj, że komunikacja to gra liczb. Najczęściej  procentów[4].

Wypełnij kalendarz

Jeden z moich przyjaciół, całkiem niezły, choć początkujący mówca, zapytał mnie kiedyś, w jaki sposób zdobywam okazje do mówienia. Jak zwykle, uwielbiając rozbierać pytania na części składowe i szukać sensu i celu w tychże, pozwoliłem sobie na komentarz. Komentarz, że jest to pytanie nie tyle złe, co przez pryzmat celu – nieskuteczne.

Zdobycie okazji do mówienia w dzisiejszych czasach wymaga albo zasobnego portfela, albo znanego nazwiska, albo planowania i konsekwencji. W pierwszym wypadku wystarczy być po prostu sponsorem albo organizatorem konferencji. Wielokroć widziałem mówców, którzy występowali w tak zwanym czasie sponsorskim, reprezentując firmy, płacące za tenże czas, banery i stoisko. Jeśli będziesz takim mówcą, wykorzystaj dany sobie czas i okazję nie tylko, żeby promować pracodawcę, ale również po to, żeby to zrobić dobrze i skutecznie. I żeby zebrać informację zwrotną.

Organizator albo prowadzący konferencję ma jeszcze lepiej – nie tylko ma dużo czasu na scenie, ale to on decyduje, jakie pytania, kiedy i komu zadawać. Jeśli jesteś organizatorem, pamiętaj, że Twoja widownia liczy nie tylko na merytorykę prezentacji, ale również na duże ilości kawy. Miarą jakości konferencji może być ilość wypitego czarnego złota. Im mniejsza, tym lepsza konferencja.

Znane nazwisko mocno pomaga. Jak mawia mój przyjaciel, Grzegorz Turniak, w tym zawodzie wiedza i umiejętności często nie przesądzają o sukcesie, przesądza o nim natomiast track record – lista miejsc i wydarzeń, w których uczestniczyłeś i podczas których mówiłeś. Innymi słowy, nie jest istotne, kogo znasz, tylko kto zna Ciebie. Inną sprawą jest oczywiście fakt, że znane nazwisko nie gwarantuje jakości prezentacji. Wielu początkujących organizatorów konferencji, nie w sensie firmy, tylko w sensie personalnym dziwi się dość często, że wykład Pana X czy Pani Y nie spotkał się z ciepłym, życzliwym zainteresowaniem widowni.

Byłem świadkiem[5], jak podczas jednej z konferencji mówca ze znanej firmy, o ugruntowanym nazwisku[6], w ciagu półtorej godziny „stracił” 90% publiczności. Która to publiczność była uprzejma wychodzić podczas jego prezentacji, udając się bądź to na inne prezentacje, bądź to na networking i kawę z ciasteczkami. Fakt, że Cię znają, nie zwalnia Cię z odpowiedzialności za jakość prezentacji. Mnie zresztą też nie.

Planowanie i konsekwencja oznacza po pierwsze świadomość, gdzie mówić możesz albo wprost – powinieneś. Z racji mojej przeszłości, siedemnastu lat spędzonych w IT, naturalnym środowiskiem dla mnie jest mówienie na wszelkiego rodzaju konferencjach związanych z informatyką. Co czynię, mówiąc podczas targów pracy, organizowanych przez CareerCon czy podczas konferencji InfoMeet. Równie chętnie mówię na konferencjach poświęconych logistyce, a organizowanych przez EBCG. Głównie w Pradze i Wiedniu, po angielsku, ale za to z mocno wymagającą, europejską widownią. Co mniej więcej pół roku organizuję sobie przegląd zbliżających się za pół roku imprez i, jeśli wydają mi się odpowiednie, delikatnie sugeruję organizatorom, że mógłbym z nimi współpracować.

Nawiązanie delikatnej nici porozumienia z organizatorem konferencji to pierwszy krok. Wpisanie dat do kalendarza i upewnienie się, że żadne rodzinne i zawodowe plany nie kolidują i kolidować nie będą z naszym przebiegłym planem, to krok drugi. Trzecim krokiem jest odpowiednio wczesne przygotowanie zarówno konspektu prezentacji, jak i slajdów. Dobrze jest też pamiętać o bio – notce biograficznej, często aktualizowanej. Tak, żeby nie pisać jej na kolanie i wysyłać w przeddzień ostatecznej daty umieszczenia na stronie www konferencji.

Czasami zdarza się, że konferencja ma już mówców. Agenda wypełniona, wszystkie miejsca zajęte, przykro nam. Jednym z zabiegów, które stosowałem, było zgłoszenie się do organizatorów jako mówca zapasowy. Niemalże normą jest wypadanie mówców z agendy. Organizatorzy szukają wówczas na szybko kogoś, któ mógłby zastąpić pierwotnego prelegenta, chyba że mają zapasowego mówcę, asa w rękawie. Kogoś przygotowanego, komu zależy na wystąpieniu i jest na miejscu. W dodatku jest zaangażowany w tematykę, chce mówić dobrze i wie, czego się od niego oczekuje. Oznacza to, że będziesz chciał być na konferencjach, na których nie będziesz miał gwarantowanego miejsca jako mówca, ale za to dasz się poznać organizatorom, poznasz innych mówców, podpatrzysz ich warsztat. No i poznasz swoją przyszłą widownię.

 

 

 


[1] Dobra dobra, już wracam do wątku.

[2] Wygrywasz najpierw mowę w klubie, potem Area, Division, District (półfinały i finały), półfinały mistrzostw świata i wielki finał, w którym wystarczy być lepszym od dziewięciu innych mówców. Czym są Area, Division i District? Jak wziąć udział w konkursie? Odwiedź toastmasters.edu.pl.

[3] Z pamięci przywołuję tę liczbę, ale jest ona do sprawdzenia na toastmasters.org, w raportach o liczbie klubów, członków i nagrodach edukacyjnych w Polsce.

[4] Ile osób na 100 w Twojej widowni po Twojej prezentacji przyjdzie do Ciebie, kupić Twój produkt?

[5] Nie byłem świadkiem. Mówiłem akurat w sąsiedniej sali. Wiem z opowiadań, zarówno organizatorów jak i uczestników.

[6] Ugruntowane nazwisko: dla mnie jest to ktos, kogo zna przynajmniej część z odpytywanych uczestników konferencji, nie tylko z agendy i strony www wydarzenia.

Leave a Reply