Toastmasters

Po TLI, przed TLI – Trzy Przykazania TLIowca

Po TLI, przed TLI – Trzy Przykazania TLIowca

Za nami kolejne, rewelacyjnie przygotowane i jak zwykle ciekawe TLI (Toastmasters Leadership Institute) w Łodzi. Chwała organizatorom, na pohybel malkontentom, alkohol konstruktywnym krytykom! Dla wielu pierwsze, dla mnie pierwsze tak wielkie. 350+ osób? To paranoja jakaś jest, nie wiem, czy mamy na świecie wiele Dystryktów, podczas których jest tyle osób na konferencjach. Masakra, ale ludzie tacy są…

A teraz czas na Trzy Przykazania TLI. TPTLI, których celem jest wyciągnięcie jak największej dawki FFF (Fun, Friends, FLearning™) z tego niezwykłego spotkania Toastmasters. Już niedługo kolejne, Legendary TLI, w Poznaniu. Bierzcie i czytajcie, a potem hurtem do rejestracji – i przeżywać.

1.     Zarejestruj się możliwie wcześnie

Klasyczne w Polsce zjawisko rejestrowania się na wydarzenie w ostatniej chwili ma swoje zalety. Głównie z punktu widzenia uczestnika, który nie jest do końca przekonany, nie chce wydawać pochopnie pieniędzy etc, itd. Z punktu widzenia organizatora wczesna rejestracja pozwala dobrze oszacować docelową ilość uczestników, dysponować wstępnym budżetem na PR i zbadać profil i potrzeby uczestnika, zanim pojawi się on na wydarzeniu.

Dla Ciebie, jako uczestnika, wczesna rejestracja też ma zalety. Po pierwsze, ZAWSZE możesz odsprzedać bilet. Nie zdarzyła mi się impreza TM, na której a) miałem bilet, b) musiałem zrezygnować i c) nie udało mi się odsprzedać biletu. Zawsze się udawało. Po drugie, jak uczy przykład Łodzi, imprezy TM cieszą się coraz większym powodzeniem. Niektóre mogą mieć limitowane miejsca i wówczas kto pierwszy, ten lepszy.

ERGO: Naprzód: https://www.facebook.com/events/499273780182107/

2.     Miej plan i patrzaj w plan

Dla uczestnika przegląd wydarzeń na TLI to przede wszystkim agenda wydarzenia i wybór warsztatów, na których chce się pojawić. Błąd. Oto kilka dobrych zasad planowania TLI:

Bądź wcześniej

Pojawienie się na TLI w momencie oficjalnego rozpoczęcia lub chwilę po nim powoduje, że organizatorzy już ze sceny machają Ci, wchodzącemu na widownię. Rozprasza, nieprofesjonalne, bez sensu. Tracisz dodatkowo możliwość poznania kilku osób (o tym poniżej), znalezienia sal z wyprzedzeniem i komfortowego rozgoszczenia się w obiekcie.

Zaplanuj networking/unikaj znajomych

Jeden z najprostszych błędów podczas jakiejkolwiek konferencji – rozmawianie głównie z osobami, które znamy. TLI jest rewelacyjnym miejscem na poznanie osób, których jeszcze nie znasz. W wersji hardkorowej zaplanuj sobie listę klubów, z których nikogo jeszcze nie znasz a chcesz poznać. I znajduj, poznawaj, pytaj o opinię, zapraszaj na wspólne oglądanie warsztatów, wproś się do stołu na Gala Dinner. Dobrym celem jest poznanie 10 nowych osób z 10 różnych klubów.

Osoby, które znasz, pozdrawiaj, spędzaj z nimi czas, ale nie zaniedbuj celu networkowego.

Zaplanuj jedzenie

Mam zwyczaj niekupowania jedzenia na TLI i Konferencji. Wychodzę z założenia, że zawsze mogę dokupić lub zaplanować dokupienie w okolicznych jadłodajniach. Problemem dużych eventów TM jest catering, który się nie wyrabia i konieczność spędzenia kilkunastu/dziesięciu minut w oczekiwaniu na jedzenie, które potem je się na stojąco, w niekomfortowych warunkach. Jest to jakiś tradeoff, wynikający z taniości biletów na TLI. Akceptuję, niemniej wolę upolować okolicznego McDonaldsa lub chińczyka i albo pójść osobiście, albo liczyć na zamówienie zbiorowe, realizowane przez znajomego Toastmastera.

Dobrze natomiast jest zaplanować Gala Dinner. Obecność na tym wydarzeniu nie jest obowiązkowa, ale podczas niego można realizować plan związany z networkingiem albo plan związany z dobrą zabawą.

Zaplanuj picie (!)

Przerwy kawowe oraz dostępność wody (gazowanej, kolorowej, zwykłej) bywa bolączką każdej konferencji. Podziwiam i szanuję Toastmasterów z własnymi termosikami, kubeczkami z kawą czy choćby butelkami wody. Niejednokrotnie widziałem też Toastmasterów wypijających wodę przeznaczoną dla prelegentów, no bo w okolicy nie było automatów, przerwa kawowa jeszcze nie teraz, a do najbliższego sklepiku za daleko.

Dlatego miej ze sobą własną butelkę z wodą mineralną, co najmniej 1l na każdy dzień TLI. Do tego zorientuj się na mapie (lub – bądź wcześniej), gdzie znajduje się najbliższy kawo/herbatopój, niezwiązany z TLI. Na przykład automat z kawą, sklepik czy restauracyjka.

W zależności od pory TLI pamiętaj, że latem może być podwójnie gorąco (2l wody na dzień), zimą gorąco w małych salkach (woda) i zimno gdzie indziej (własna kawa). Przerwy kawowe i woda dostarczona przez organizatorów? Traktuj to jako bonus, nie podstawę.

Jeśli liczyłeś na inne wskazówki, wnioskując po tytule – przepraszam. Pamiętaj tylko, żeby Fun, Friends, Flearning™ nie zmieniło się w Fun, Czemu nikt koło mnie nie chce siedzieć, Nic nie pamiętam.

Miej świadomość, że część warsztatów jest dla Ciebie, a dla części warsztatów jesteś Ty

Podstawowy błąd uczestników TLI – nastawianie się na to, że warsztaty są dla nas. No są, są. Ale tak trochę nie do końca.

Kiedy patrzę na agendę, moim największym problemem jest to, że nie lubię hazardu. Blisko 40 warsztatów podczas ostatniego TLI sprawiło, że często częściej wiedziałem, czego nie wybierać, niż co wybrać. Ten warsztat już widziałem, tego mówcę znam, ten temat mnie nie interesuje.  Na szczęście moje podejście do TLI zaowocowało żelaznymi zasadami bycia na warsztatach:

Po pierwsze, trzy warsztaty, na których chcę musieć być. Włączam w to obowiązkowy trening dla oficerów TM, żeby nie było. Dodatkowo na TLI jeżdżę z zaufaną ekipą ewaluatorów, z którymi dzielę się moimi notatkami, więc te dwa dodatkowe warsztaty ustalam z nimi. W ten sposób jestem na dwóch, na których chcę być i dostaję opinię o tych, na których być chciałem, ale nie mogłem.

Po drugie, wybieram dwa warsztaty, na których absolutnie być nie chcę. I idę na nie (!). Idę na nie z poczuciem, że TLI jest miejscem, w którym prowadzący warsztaty częstokroć stają pierwszy raz przed widownią, na której siedzi pięćdziesiąt czy sto osób. I że jestem tam dla nich, żeby nauczyli się czegoś, dostali mój feedback, poczuli atmosferę, mieli przyjazną mordkę w tłumie.

Pozostałe warsztaty wybieram według brutalnej zasady 5-5-10AB.Po pierwsze, wybieram prezentację główną A i zapasową B. Po drugie, dla prezentacji 90minutowych zakładam 3 kamienie milowe prezentacji, w piątej, dziesiątej i dwudziestej minucie. Z zegarkiem w ręku decyduję po 5 minutach, czy zostaję, czy wychodzę. To samo robię po kolejnych 5 minutach, a potem po kolejnych 10. W ten sposób w wypadku słabych prezentacji wychodzę niemal od razu, ale dając prowadzącemu uczciwe pięć minut na przekonanie mnie do siebie. Jeśli mu się nie uda, idę na prezentację B i tam już zostaję.

W wypadku dobrych prezentacji po 20 minutach mam trzy potwierdzenia, że jestem we właściwym miejscu. Zostaję. W przypadku zaś prezentacji, co do których jestem nieprzekonany, mam trzy miejsca, w których mogę podjąć świadomą decyzję co do pozostania lub rejterady. Brutalne? Może, ale wolę, żeby z mojej prezentacji ktoś uciekł, jeśli nie ma się czego nauczyć albo jeśli jestem dla niego zbyt słaby, niż żeby zmarnował czas i męczył się, oglądając moje popisy.

Używając powyższego, mam pięć warsztatów, na których siedzę kamieniem i resztę, dla których mogę być na warsztacie A, B lub networkingować we foyer.

ERGO: jak tylko pojawi się agenda, przemyśl ją, obadaj prelegentów, przedyskutuj ze znajomymi, zapisz w planie.

3.      Zgłoś się do prowadzenia warsztatu

Najlepsze, co możesz zrobić, to zamienić jeden z warsztatów, na których możesz być na warsztat, na którym być musisz, bo go prowadzisz. Niezależnie od tego, w którym miejscu Twojej kariery Toastmasterskiej jesteś, zawsze masz coś do przekazania. Oczywiście, bardzo często jest to coś, o czym wszyscy wiedzą, albo jest to coś, czego nikt nie wie – i może lepiej, żeby tak pozostało. Niezależnie od tego, aplikuj. A zanim to zrobisz, przemyśl kolejne podpunkty.

Zapytaj starszego kolegi

Historycznie rzecz ujmując, wszystko już było. Na TLI w Łodzi byłem przerażony, widząc jak mój warsztat „Content Creation Kit, jak tworzyć prezentacje” konkuruje z „System 4 – jak w 40 minut przygotować świetne wystąpienie” i „Gdzie jest haczyk, czyli jak otwierać mowy”. Trzy warsztaty o właściwie tym samym? Wow. W jednym miejscu o prawie tej samej godzinie trzy niemalże identyczne warsztaty. Gorzej, patrząc na poprzednie TLI, cały czas myślałem o tym, co już widziałem, a co jeszcze chciałbym zobaczyć. Organizatorzy bardzo często zajęci są bieżącymi sprawami, mając jedynie czas na przyjęcie do wiadomości, że chcesz robić warsztat. Nie sprawdzą za Ciebie, czy taki temat był już kilkukrotnie na każdym TLI w Polsce. Zapytaj kogoś, kto jest doświadczony, czy warto, bo może się okazać, że nie J. Najlepiej zaś zapytać na FB.

Poproś o screening

Co to jest screening? Sprawdzenie, czy Twój warsztat nadaje się (jakościowo!) na TLI. Innymi słowy poproś organizatorów o wyznaczenie panelu osób, który to panel obejrzy Twój warsztat i da Ci ewaluację i rekomendację. Nie masz nagranego swojego warsztatu? Będziesz go prowadził na TLI po raz pierwszy? Gdybym był organizatorem, byłoby to dla mnie duże „NIE”.

Materiały Toastmasters wprost mówią, jaki powinien być prowadzący warsztaty: doświadczony, z wiedzą, zabawny (no, dobra, entertaining) i używający materiałów Toastmasters. Nie oznacza to, że Twój autorski warsztat o tworzeniu prezentacji inaczej, metodach relaksacyjnych kiwi-kawi czy o technikach medytacji w trakcie przemawiania powinien zostać odrzucony, nawet jeśli Twoje doświadczenie jest mocno niewielkie, wiedza o kiwi-kawi płynie z tego, co opowiedziała Ci Babcia, która przed wojną czytała streszczenie artykułu o książce na ten temat, a z humorem masz tyle wspólnego, co ze składkami w Toastmasters – mało i raz na pół roku.

Oznacza to, że organizatorzy powinni rekomendować Twój warsztat jako warsztat dla Ciebie, a nie dla widowni. Warsztat, który warto ewaluować, żeby Ci pomóc. Po to jest Toastmasters.

 

Miej plan B

„Ten znowu z tym planem B” myśli sobie pewnie część moich czytelników w tym miejscu. Ale wespół z organizatorami przygotuj plan B, na wypadek, gdybyś jednak nie dotarł albo po prostu nie dał rady poprowadzić warsztatu. Plan B, czyli osoba, która gotowa jest poprowadzić warsztat za Ciebie, ten sam lub alternatywny – z wyjątkiem szkolenia dla oficerów klubów, wtedy ten sam.

Na dwóch TLI z dziesięciu, na których byłem, pamiętam fakt odwołania warsztatu lub zastąpienia go innym warsztatem (w tym raz – moim). Samo odwołanie warsztatu powoduje ruchy mas ludzkich, nieplanowane dostawianie krzeseł, chaos i panikę oraz co najmniej jedną salę niewykorzystaną. Zastąpienie warsztatu planem B wygląda profesjonalnie, zwłaszcza jeśli jest ogłoszone z dużym wyprzedzeniem i pozwala na odpowiednie zaplanowanie sobie dnia.

 

Na razie tyle. Macie jakieś pytania? Zadawajcie je tutaj, na FB i mailem: jerzy.zientkowski AT speakerslair.pl.

Pozdrawiam i do zobaczenia na Legendarne TLI

 

Leave a Reply